poniedziałek, 8 lipca 2013

Hej w góry, w góry!

W końcu udało mi się dotrzeć do Koszarawy! Ewa namawiała mnie na to już od jakiegoś czasu, ale wiadomo jak to jest...brak czasu i praca od poniedziałku do piątku nie sprzyjają spontanicznym wyjazdom więc ten trzeba było zaplanować dużo wcześniej, zabookować termin żeby tym razem nic nie stanęło na drodze w Beskid Żywiecki. Wyruszyliśmy całą ekipą w piątek po południu i na wieczór dojechaliśmy do Koszarawy, która wydawała nam się czarną plamą na automapie telefonu Piotrka. Wieczór spędziliśmy bardzo przyjemnie gadając i opowiadając "co tam u nas" odkąd się ostatnio spotkaliśmy...aż do momentu kiedy wszyscy zgodnie zadecydowaliśmy, że czas spać, bo jutro czeka nas dzień górskich wrażeń!!! Ja oczywiście nie mogłam się tego doczekać i systematycznie budziłam się co godzina żeby sprawdzić kiedy w końcu będzie rano i wyjdziemy na szlak! Oczywiście plany planami, a w rzeczywistości okazało się, że nie wyjdziemy w góry, bo świata nie widać-taka mgła i pada. Więc po śniadaniu, tiramisu Ani i kawce stwierdziliśmy, że skoro tak, to ruszamy na miasto-tzn. do Żywca. Oczywiście z czym się ludziom kojarzy Żywiec??? Ano z piwkiem :) Postanowiliśmy zatem odwiedzić muzeum piwowarstwa w Żywcu. Na mojej wyjazdowej liście to muzeum zostało już kiedyś odhaczone na wędrówce z Wojtkiem i Michałem przez Beskid Żywiecki, ale szczerze powiem, że muzeum jest tak fajne, że z ochotą poszłam tam drugi raz.

Pogoda przy okazji się poprawiła więc mięliśmy nadzieję na jakiś spacer jeśli nie po górach, to po miasteczku. W muzeum myślę, że każdemu z nas się podobało...w sumie chyba najbardziej to, że na koniec zwiedzania każdy dostaje do degustacji kufel piwa i szklankę na pamiątkę ;) Posiedzieliśmy więc kosztując żywieckie piwko i rozmawiając o tym co dalej robimy i stanęło na tym, że w Żywcu jest bardzo ładny park i zamek więc pojedziemy je obejrzeć a później wpadniemy na pizzę po całym dniu chodzenia.
Jak zaplanowaliśmy tak zrobiliśmy...przy okazji natykając się na patrol policji, który jak się okazał składał się z 2 policjantów...w tym Dejwida (ciemnowłosego przystojniaka;)), który był kuzynem Ewy i Rafała! No i była kupa śmiechu, no bo jak tu nie skorzystać z takiej znajomości? Przystojny, ciemny, wolny...ALE...rocznik '91!!! No i to by było na tyle ;) Wróciliśmy do domu w dobrych nastrojach i nastawieni na ognisko, śpiewanie i dobrą zabawę. Przy okazji w międzyczasie przyjechał do nas Bogi więc zabawa rozkręcała się na dobre ;) Najpierw Śliwowica w domu, a potem ognicho i jak zwykle śmiechy ze mnie...i z mojego tzw. "szczęścia". Wysłali mnie po coś do domu, było ciemno jak cholera, szłam dookoła ognicha za plecami wszystkich aż tu nagle z ziemi wyrosło coś metalowego wprost na mojej drodze! Taki mini grillek, który był ciężki jak nie wiem co!
No i przez tego grillka zaliczyłam całkiem widowiskowy upadek...lecąc głową prosto w nerkę Bogiego! Biedny chłopak! Noga mi się starła, zrobił się siniak, a Bogi miał obolałą nerkę, o czym nie zapominał mi przypominać do końca wyjazdu :) Jak to zwykle bywa...siedzenie przy ognisku z czasem się nudzi i trzeba wymyślić coś nowego...i tak oto nie wiem skąd pojawił się pomysł pojechania na imprezę rozpoczynającą wakacje, która była w Pubie Ranczo jakieś 500m od domu Ewy. Wpakowaliśmy się w Ewkowe Punto w 7 osób i pojechaliśmy się pobawić! Impreza muszę powiedzieć była udana od samego początku! Nie wiem jak to jest, że zawsze góralskie imprezy są niesamowite! Na wstępie trafiliśmy na losowanie, nie do końca ogarnialiśmy o co chodzi, w każdym razie Bogi usłyszał, że jest do wygrania piwo więc kupił okazyjnie 50 kuponów w nadziei, że może uda mu się to piwo wygrać...piwo było do wygrania w ilości 30 litrów!!! Czyli cała beczka, którą należało podłączyć do nalewaka i rozlać te 30 litrów ludziom z imprezy, więc pomysł bardzo fajny! Bogi kupił 50 kuponów, Ewa rozdała każdemu po równo, porozkładaliśmy je tak jakbyśmy grali w karty i zaczęło się losowanie. Najpierw do wygrania były kapelusze, ale nie mięliśmy szczęścia, a potem nagroda główna-beczka piwa...i WYGRALIŚMY!!! A konkretnie kupon, który miała w ręce Justyna (216). Od początku jak tylko ten kupon dostała, to stwierdziła, że na pewno wygra, bo 6 to jej szczęśliwa liczba, a poza tym, to ona ma zawsze szczęście w losowaniach no i masz! Wygrała! Wskoczyła na scenę, odebrała beczkę i nalewała ludziom piwo. I w ten oto sposób każdy nas poznał i od razu polubił (w końcu darmowe piwo to nie byle co;))
-Chce Pani piwo?
-Eeee?
-Wygraliśmy piwo i rozdajemy za darmo...
-Aha! Dziękuję! A skąd jesteście?
-Yyyyy...z Warszawy...
-Aha...No to przyjeżdżajcie częściej!
No i tak minęła cała noc, a rano już w kościele wiedzieli, że przyjechali z Warszawy i rozdawali piwo na imprezie :)
Wytańczyliśmy się na wszystkie czasy i zmęczeni wróciliśmy do domu żeby choć troszkę się zdrzemnąć i rano wyjść w góry! Noc szybko mi minęła i po przebudzeniu pomyślałam, że po takiej imprezie przyda mi się spacer, tak na poprawę stanu zdrowia. Wzięłam aparat w rękę i poszłam. Było cudnie!

Cieplutko, słonecznie, nie było żywego ducha za to dookoła piękna przyroda, która aż się prosiła żeby ja fotografować. Jak to Łukasz potem podsumował...chyba jestem Paszczakiem z Muminków! No cóż...a Ty masz roladę na brzuchu :) i uważaj, bo tramwaj jedzie! Hehehehehehe...
Wróciłam do domu po jakiejś godzince, zjedliśmy wszyscy śniadanie i ruszyliśmy w końcu na szlak. Traska była bardzo przyjemna i prowadziła na hale, na których można było odpocząć leżąc w trawie i podziwiając chmury nad głową...mmmm...uwielbiam takie wyjścia w góry! No i jagody!!!! Ciężko mi było przejść nie zatrzymując się więc w pewnym momencie postanowiłam nie patrzeć w dół gdzie rosły ich miliony tylko przed siebie, bo chyba doszłabym do domu po zmroku.


Widok na Pilsko

Jagody!!!! 








Oczywiście wszystko co dobre szybko się kończy...a nawet bardzo szybko, bo po 4 godzinach wędrówki trzeba było zejść do domu, zjeść obiad i ruszyć w stronę Warszawy.
Zawsze mi smutno wyjeżdżać. Szczególnie od przyjaciół. Mam nadzieję, że niedługo znów uda się spotkać!


"Trzeba żyć naprawdę
Żeby oszukać czas
Trzeba żyć najpiękniej
Żyje się tylko raz
Trzeba żyć w zachwycie
Marzyć, kochać i śnić
Trzeba czas oszukać
Żeby naprawdę żyć"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz