wtorek, 23 lipca 2013

Alone...part 3...step by step...

No nigdy nie jest idealnie. Wczoraj w końcu po milionie prób skontaktowania się z Iliasem gadaliśmy na skypie. No i oczywiscie zaczelo się od "How are you?" i takie tam co u mnie i jak w pracy, a jak bieganie, a jak w domu, a jaka pogoda, a czy ja mam urlop teraz, czy kiedy...nudy...potem przeszliśmy do konkretów. Jak zorganizować nasz czas w Monachium i u Owcy. No i padla wiadomość wieczoru - Ilias sprzedał samochód! No i ręce mi opadły...i odechciało mi się generalnie gadać.

-Jak to sprzedałeś?
-No już dawno chciałem to zrobić, a teraz jest na to dobry czas...
-No ale jak my się teraz dostaniemy do Owcy? To jest dla mnie najważniejsze! Muszę się tam jakoś dostać!
-Spokojnie, jest mnóstwo autobusów i pociagi też są, a poza tym, to może kupię samochód do tego czasu...ale do końca nie wiem, czy bedę mógł tam z Wami pojechać...

To był "rozlazły" Ilias jakiego jeszcze nie znałam. Zawsze tryskał enegrią...a tu o!
(Sprawa się później wyjaśniła gdyż szanowny Pan Ilias obchodzi Ramadan i chłopak głodny to i marudny! (Zaskakujące swoją drogą, wszyscy Muzułmanie jakich znam mówią, że wcale nie są wierzący, że nic ich religia nie obchodzi, ale jak przychodzi co do czego, to Ramadan świątują. No oprócz Fainana.)

Taaaa...kupi...znając Iliasa, to jak już znajdzie coś co mu się spodoba, to będzie się zastanawiał...zastanawiał...a potem jeszcze się zastanowi i postanowi się zastanawiać jeszcze przez tydzień...a potem zrobi jeszcze zdjęcie każdemu małemu guziczkowi, kabelkowi, śrubeczce i każdemu zagłębieniu w oponie...i wtedy może zdecyduje się na kupno...a jak kupi ten samochód, to my już dawno wrócimy do Polski i powoli bedziemy zapominać, że w Monachium byłyśmy i że było fajnie. Jestem trochę złośliwa? Hmmm...no może trochę! Ale ta sprzedaż samochodu zupelnie obróciła wszystko do góry nogami!
I zaczyna się kombinowanie...jakby tu dojechać z Monachium do Freiburgu?! Na razie zupelnie nie mam koncepcji. Nie chce mi się tłuc autobusem...może pokombinujemy z pociągiem o ile takowy będzie...we will see. Dobrze, że to jeszcze 3 tygodnie, a nie 3 dni zostały do wyjazdu!

A co do biegania, to w końcu się do tego przekonałam! Wczoraj pierwszy raz pękła piateczka! w 30min...bez zatrzymania :) Rozmawiałam z Fainanem - największym fanem biegania jakiego znam i powiedział, że to bardzo dobry czas! Więc jestem z siebie dumna...ciekawe kiedy dobiegnę do dziesiąteczki?!

Walczę dziś dalej ze znalezieniem jakiegoś sensownego połącznenia i z niemieckimi słówkami :)

Tschüss!!!!

Ps. Po pół dnia szukania niczego nie znalazłam. Mam nadzieję, że coś wpadnie mi do głowy, bo jak nie, to nie wiem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz