wtorek, 25 marca 2014

Rodzinny Izrael...

Tydzień temu wróciłam z Izraela...podróż typowo rodzinna, bo było nas po pierwsze 11 osób, po drugie wszystko było wcześniej ładnie zaplanowane, zarezerwowane i obmyślone, po trzecie robiłam za przewodnika, pilota, tłumacza, targowacza itd :) Jednym słowem było wesoło! Jak zwykle na wyjazdach, na które jadę było mnóstwo przygód, których nie dało się w żaden sposób zaplanować:
1. Złapaliśmy gumę w samochodzie w drodze na lotnisko
2. Nie chcieli mnie wpuścić...bo miałam w paszporcie wizę z Iranu
3. Pogoda miała być piękna, a była...no cóż...średnia...
4. Kazika nie wpuścili na Wzgórze Świątynne, bo nosił ze sobą wódkę, którą kupił wcześniej w żydowskim sklepie
5. Cioteczce ukradli kiełbasę, którą zostawiliśmy przed wejściem na Wzgórze Świątynne...wielka strata!
6. Przy wyjeździe Kazik zgubił naklejkę z walizki w związku z tym raz jeszcze postanowili mnie przepytać o moją irańską wizę...

Skupiliśmy się raczej na zwiedzeniu cm po cm Jerozolimy, ale zrobiliśmy też wypad nad Morze Martwe, do Masady, Qumran, Jerycha i Betlejem. Bardzo dużo pomógł nam Mike, który był po prostu niesamowity! Człowiek o złotym sercu! Dzięki Mike za wszystko raz jeszcze!!!

Ogólnie było bardzo fajnie! Dużo się działo i mogę powiedzieć, że z zamkniętymi oczami mogę pilotować wycieczki do Jerozolimy! Obcykane mam wszystko!  Począwszy od tłumaczenia się na granicy, ogarnięciu busa dla 14 osób, hotelu zamiast hostelu za 5 dolców więcej, a skończywszy na targowaniu się z 250NIS na 50NIS.








Po perypetiach na lotnisku w drodze powrotnej obiecałam sobie, że przez najbliższe 2 lata nikt mnie nie zmusi żebym przyleciała jeszcze raz...ale teraz jak oglądam zdjęcia...to brakuje mi tej dziwnej, magicznej atmosfery...więc kto wie...biletów mnóstwo w dobrych cenach ;)

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Krótkie sprawozdanie z Iranu.

No w końcu zabrałam się za aktualizację bloga. Po powrocie tyle się działo, że nie miałam głowy żeby to ogarnąć, no ale dziś po wynudzeniu się przez cały dzień postanowiłam się za to w końcu zabrać.
Z Iranu wróciłam...było inaczej niż zwykle, nie miałam jakiś wybuchów entuzjazmu (no może oprócz pustyni, która zachwyca mnie zawsze!), czułam się trochę przytłoczona tymi wszystkimi zakazami (głównie chustą na głowie). Ludzie rzeczywiście mega komunikatywni!!! Nawet Ci nie mówiący po angielsku na siłę próbowali się z nami porozumieć chociażby dzwoniąc do kogoś znajomego, który mówił...
Sytuacja z życia wzięta:
Stoimy na ulicy, bo nie wiemy gdzie mamy iść, nie wiemy jak się nazywa ulica, na której stoimy...podchodzi dziewczyna i coś mówi...potem dzwoni do kogoś, daje nam telefon, a tam jakaś inna dziewczyna się pyta gdzie chcemy iść i gdzie jesteśmy itd...i weź tu człowieku bądź mądry, wytłumacz najpierw gdzie jesteś (chociaż nie masz o tym pojęcia), potem powiedz gdzie chcesz iść i potem jeszcze idź w stronę, którą podpowiada Ci dziewczyna z telefonu, chociaż zupełnie Cię nie widzi i nie wie, czy rzeczywiście idziesz w dobrą stronę, czy też nie i nie jest do końca przekonana o tym, że akurat chcesz iść tam gdzie chcesz, tłumaczysz jej, że nie jest w stanie Ci pomóc i się rozłączasz grzecznie, ta która stoi koło Ciebie znów widzi, że nie wiesz gdzie iść więc znów dzwoni, tamta z telefonu znów tłumaczy, ty znów mówisz, że dziękujesz za pomoc, ale na prawdę sama sobie poradzisz, rozłączasz się a ta znów dzwoni i znów daje ci ten telefon więc już cię powoli trafia z tej grzeczności szlag i mówisz "FENK JU", rozłączasz się i spierniczasz czym prędzej udając, że już wszystko wiesz...
Jedziesz w metrze:
Uśmiechniesz się, chociażby przypadkiem, od tak sobie...a tu nagle wszystkie kobiety się do ciebie uśmiechają i pyyyyyyyyyyyyyyyyyyytają, prowadzą za rękę, odprowadzają prawie pod sam dom...
Stoisz pod meczetem:
Podchodzi jakiś gość, coś mówi, potem znika i pojawia się z herbatą i jedzeniem.
Siedzisz sobie na murku, bo akurat masz ochotę odpocząć:
Podchodzi do Ciebie grupa małolatów i gada, gada, gada, pyta, pyta, pyta, a ty siedzisz i zastanawiasz się jak tu w miarę miło wstać, odwrócić się i uciec czym prędzej.
Oczywiście jest to bardzo miłe, ale przez pierwsze 3 dni, potem zaczyna Cię to wkurzać i męczyć i masz już tych wszystkich ludzi dosyć i szukasz odludzia gdzieś na pustyni albo w górach. Ja tak miałam, Marta wręcz przeciwnie. Była w swoim żywiole, z każdym gadała o tym samym, bo każdy pytał skąd jesteśmy, dlaczego przyjechaliśmy do Iranu itd...Co ciekawe Irańczycy bardzo dużo wiedzą o Polsce! Historię mają w małym palcu!

Poznaliśmy też mnóstwo fajnych ludzi z Couch Surfingu:
Number one to Alki - czyli Ali i Ali. Chłopaki z Teheranu, z którymi pojechałyśmy na pustynię, a potem w góry. Bardzo dużo nam pomogli, zaopiekowali się i na prawdę czułyśmy się z nimi bardzo dobrze! Alek 1 miał podobny światopogląd dotyczący spotykania nowych ludzi więc fajnie było sobie z tego pożartować :) Marta była lekko zszokowana naszą postawą, ale potem sama zaczęła się z tego śmiać :)
Number two to Farid. Również z Teheranu. Człowiek o złotym sercu, który przyjął nas w mieszkaniu, z którego się przeprowadzał wraz z rodziną. Odebrał nas o 5 rano, oddał swoją sypialnię i starał się z nami komunikować chociaż jego angielski był niestety bardzo kiepski.
Number three Morteza z Shirazu - tak zwany Pan Nauczyciel, Yes Sir itd :) Na początku zrobił na naas średnie wrażenie, ale zyskał z czasem...jak zaczęłam mu opowiadać o moim chomiku, całkiem dobrze zaczęliśmy się komunikować :)
Number five Jennifer i Ana. Jedna z USA, druga z Brazyli. Spotkałyśmy dziewczyny u Mortezy. Mieszkaliśmy sobie przez 2 dni razem.

Jeśli miałabym zrobić ranking tego co mi się podobało, to:
1. Pustynia
2. Góry
3. Persepolis
4. Cała reszta

Obiad na lotnisku w Istambule.

Teheran: zdjęcie z Faridem pierwszego dnia pobytu, metro z wagonem tylko dla kobiet i ambasada USA.

Uwaga na czadory! Japonki spotkane w muzeum pokoju w Teheranie i najbardziej interesujący eksponat w Muzeum Narodowym w Teheranie, czyli zasolona głowa człowieka w słoiku :)

Pałac Golestan w Teheranie.

W drodze na pustynię!

Samochód się nam zakopał, noc na pustyni zaliczona, wschód słońca jak zwykle przespałam :)


Stary karawanseraj.

Śniadanie w Yazd.

Obrazki z Yazd.

Yazd

Esfahan, jak dla mnie najładniejsze miasto w Iranie.

Parking motocyklowy i pałace w Esfahanie.

Esfahan słynie z mostów...niestety "wyłączyli" rzekę.


Persepolis

Couch Surfing jest najlepszy na świecie! Zdjęcie u Mortezy z Jennifer i Aną.

Bazary są wszędzie...Obrazy-dywany, bicze, głowa konia...

Marta i jej chustkowe fantazje :)

Z Alkiem w górach odpoczywamy od ludzi :)

3 tys. npm, rozkładamy namiot na szczycie, zasypał nas śnieg, przeżyliśmy noc!!!

Następnego dnia na szlaku i w schronisku :)

Kolejny dzień w górach z super słonkiem!


Koledzy ze schroniska, lody na zakończenie wspinaczki, ja z Alkiem w autobusie.

Śniadanie mistrzów przygotowane przez Kubę :) 6 rano w Polsce!
Iran polecam, ale drugi raz bym nie wróciła. Jednak nie ma to jak Afryka...tam mnie ciągnie i ciągnie więc przyszły listopad to Tanzania i Zanzibar. Zrobiłam już mały rekonesans lotów i wiem czego szukam i gdzie to znajdę :) JUHU! No a teraz czekam na Izrael w marcu i Włochy we wrześniu!

sobota, 2 listopada 2013

IRAN

No w końcu wyjeżdżam! Dziś o 23:00 śmigamy pięknym Polskim Busem do Berlina, a jutro o 14:00 wylatujemy do Iranu. Jak sobie pomyślę, ze spędzimy 2 noce w środkach transportu (najpierw autokar a potem samolot), to trochę mi się odechciewa jechać, ale co tam.
Wszystko już spakowane, plecak na spokojnie pomieścił namiot, matę, śpiwór, masę ciuchów, buty i milion innych pierdół także już nie ma odwrotu i żadnych wymówek żeby nie pojechać!
Brakuje tylko kanapek na drogę :)

No to znikam! Wracam 17 listopada. Nie będę tęskniła :)

PA!

piątek, 18 października 2013

Iran, Iran, Iran...

Przygotowania idą już pełną parą. Czytamy, oglądamy, spotykamy się, rozmawiamy, myślimy, śnimy i biegamy (to znaczy ja biegam, bo Marta nie znosi nawet podbiec do autobusu...)
Podzieliłyśmy się miastami żeby każda miała jasno określony cel pracy przedwyjazdowej. Ja wybrałam Isfahan i Shiraz, Marta Teheran i Yazd. Jakoś nie mogłam się ostatnio zabrać za opracowywanie tego wszystkiego i tak marudziłam Kubie, że postanowił mi pomóc...a właściwie odwalić za mną całą robotę! Stworzył mini przewodnik do Isfahanie! Z meczetami, z mapkami, opisami, historią! Kuba, na prawdę baaaaaardzo Ci dziękuję:*
Zrobiłam też już zakupy wyjazdowe, brakuje tylko jakiś drobnostek...w każdym razie mam nowe buty, nakładki antypoślizgowe na śnieg w górach, poduszkę rogala do spędzania nocy w autokarach, nową matę samopompującą i zdjęcia do wizy. Zdjęcie wywołało niezłe zamieszanie, jak pokazałam je mojemu Prezesowi...o mało nie umarł chłopaczyna ze śmiechu!!! Brakuje mi tylko koszul za tyłek i z długi rękawem...ale mam nadzieję, że da się to jeszcze jakoś załatwić. Skoro zdjęcie jest takie śmieszne, postanowiłam się tu nim podzielić :)

czwartek, 10 października 2013

Changes...

Ostatnio wszystko się zmienia.

-Zbora, jak idzie to przysłowie łacińskie...że wszystko płynie...?
-Panta rhei.
-A...no tak.

No to tak z grubsza podsumowuje co się dzieje w moim życiu.
  • Zwolnili mnie z pracy...przyjęli mnie z powrotem
  • Wróciła Asia
  • Okazało się, że Hammid ma 2 dzieci i żonę ;) /Zbora...love you!
  • Czytam ABC Leasingu i nawet mnie to interesuje!
  • Nie możemy znaleźć coucha w Shirazie i Isfahanie /dziwne!!!
  • Biegłam w Biegnij Warszawo i pobiłam swój rekord: 1:01:36 potem znów nie mogłam chodzić przez kolano
  • Obejrzałam w kinie super film!
  • No i jest jeszcze coś...! Ale o tym pisać nie ma co ;)

niedziela, 22 września 2013

Wroć do Wisły pięknej Wisły... :)

Właśnie wróciłam z Wisły. Nie ma to jak jechać w sprawdzone miejsce gdzie na pewno człowiek będzie się czuł dobrze, gdzie zawsze wszystko jest ok, zawsze jest pogoda, bo do chodzenia po górach nie musi być jakaś nadzwyczajna i ogólnie gdzie można się zrelaksować i zapomnieć o całym tygodniu. Pogoda rzeczywiście była super! Nie padało, momentami wychodziło słońce i aż chciało się chodzić po górach. Tym razem wyjazd był typowo rodzinny i z babcią więc jakiś super tras nie zaliczyliśmy, ale za to napaliliśmy się na porządny górski weekend w październiku. Już ie mogę się doczekać!

"Wróci z lata wspomnień parę, 
gdy przy ogniu bedziesz zimne dłonie grzał.
Czasem pamięć sięgnie trochę dalej...do przyjaciół...
przecież paru jeszcze masz!"

Irańskie przedpodróżowe napalenie.

Ostatnio znów potwierdziła się teoria babci Justy z którą pracuję żeby liczyć na siebie jak się nie chce człowiek przeliczyć. Weekend z Fainanem był fatalny! Jedyna fajna rzecz, która mnie spotkała to Gdańsk i Hel. Dawno nie byłam nad morzem, bo kto mnie zna ten wie, że nie mam szczęścia do pogody szczególnie właśnie na naszym wybrzeżu. Do końca życia nie zapomnę jak z Atomówkami pojechałyśmy na tydzień do Jastrzębiej Góry pod namiot i wróciłyśmy po trzech dniach, bo tak lało, że wszystko miałyśmy mokre, byłyśmy wściekłe i generalnie nie było co robić. No bo jak pada nad morzem, to co tu robić?! Idzie zwariować! W górach bierzesz plecak na plecy i idziesz tak czy siak, a nad morzem…looooosie. No w każdym razie bardzo mi się podobało na Helu.

Chyba przede wszystkim ze względu na to, że jest już poza sezonem i totalnie nie było ludzi, za to był las i pusta plaża i super słoneczko i buty do biegania też były…szkoda tylko, że towarzystwo nie wypaliło…bo Fainan na prawdę doprowadzał mnie do szału. No ale nic to, niech sobie chłopak żyje w spokoju w Tel Avivie w swojej komunie (sam tak to nazywa), niech robi ogród na dachu i cieszy się słońcem.
No to o weekendzie tyle, a co do przyszłości. Znów natknęłam się na jakiś dziwny wpis na forum internetowym o Iranie:
„Obywatele polscy udający się do Iranu na podstawie zwykłych paszportów w celach turystycznych mogą ubiegać się o wizy (maksymalny czas pobytu – 14 dni) także na lotniskach międzynarodowych: Teheran - Imam Khomeini, Teheran - Mehrabad, Sziraz, Tebriz, Meszhed. Dokumenty niezbędne do uzyskania wizy na lotnisku: paszport ważny co najmniej przez 6 miesięcy od daty przylotu do Iranu, powrotny bilet lotniczy, jedno zdjęcie paszportowe. Ze względu na brak gwarancji uzyskania wizy w tej procedurze oraz możliwe problemy na europejskich lotniskach (pasażerowie podróżujący do Iranu bez wizy mogą zostać niewpuszczeni na pokład samolotu) Ambasada RP w Teheranie odradza stosowanie tej procedury. Nie ma możliwości uzyskania wizy na lądowych i morskich przejściach granicznych”.

Pierwsze co mi przyszło do głowy po przeczytaniu tego 2 razy to: WHAT THE FUCK?! I od razu przesłałam go Marcie…Marta na to: Ok., załatwiamy w ambasadzie. No ale przecież ja wcześniej dzwoniłam do ambasady i o  to pytałam. Pani mi potwierdziła wersję, że na luzie można to załatwić na lotnisku. No więc dzwonię tam po raz kolejny żeby nie było, że coś pokręciłam, dzięki Bogu Pani znów potwierdziła i zapewniła, że w jej karierze nie spotkała się z odmową na lotnisku jeśli turysta spełniał wszystkie wymagania (swoja drogą ciekawe jak długo trwa kariera tej Pani). No to mnie uspokoiło, Marta raz jeszcze zapytała, czy oby na pewno nie mam wizy Izraelskiej w paszporcie, ja znów się chwilę zastanowiłam, upewniłam, że nie mam i już. Zdjęcia musimy zrobić w 2 wersjach: jedno standardowe, a drugie w chustce na głowie co by się panowie stemplujący wizy nie zgorszyli, oj nie, nie!
Już naprawdę chce mi się jechać! Znów czuję stan „napalenia”!!! A tu jeszcze 6 tygodni!
Posprawdzałam też pogodę na listopad i lekko się zdziwiłam…


Rozumiem, że są to temperatury średnie…namieszało mi to trochę w głowie, bo w tej chwili totalnie nie wiem co spakować. Na pewno wszystko w wersji „długiej” tzn. długie spodnie, długie rękawy…no ale co do grubości, to nie mam pojęcia.

Żeby tego wszystkiego było mało, to wczoraj zrobiłam usg kolana i mam za dużo jakiegoś tam płynu, coś tam źle przy więzadle bocznym i „szkoda by było takiej ładnej nogi żeby ją kroić w przyszłości” więc żeby tego uniknąć dostałam zakaz biegania przez 2 tygodnie. „ŚWIETNIE”. A nowe buty czekają na mnie w szafie. Niech no tylko zrobi się ładniejsza pogoda…