Ostatnio znów potwierdziła się teoria babci Justy z którą pracuję żeby liczyć na siebie jak się nie chce człowiek przeliczyć. Weekend z Fainanem był fatalny! Jedyna fajna rzecz, która mnie spotkała to Gdańsk i Hel. Dawno nie byłam nad morzem, bo kto mnie zna ten wie, że nie mam szczęścia do pogody szczególnie właśnie na naszym wybrzeżu. Do końca życia nie zapomnę jak z Atomówkami pojechałyśmy na tydzień do Jastrzębiej Góry pod namiot i wróciłyśmy po trzech dniach, bo tak lało, że wszystko miałyśmy mokre, byłyśmy wściekłe i generalnie nie było co robić. No bo jak pada nad morzem, to co tu robić?! Idzie zwariować! W górach bierzesz plecak na plecy i idziesz tak czy siak, a nad morzem…looooosie. No w każdym razie bardzo mi się podobało na Helu.

Chyba przede wszystkim ze względu na to, że jest już poza sezonem i totalnie nie było ludzi, za to był las i pusta plaża i super słoneczko i buty do biegania też były…szkoda tylko, że towarzystwo nie wypaliło…bo Fainan na prawdę doprowadzał mnie do szału. No ale nic to, niech sobie chłopak żyje w spokoju w Tel Avivie w swojej komunie (sam tak to nazywa), niech robi ogród na dachu i cieszy się słońcem.
No to o weekendzie tyle, a co do przyszłości. Znów natknęłam się na jakiś dziwny wpis na forum internetowym o Iranie:
„Obywatele polscy udający się do Iranu na podstawie zwykłych paszportów w celach turystycznych mogą ubiegać się o wizy (maksymalny czas pobytu – 14 dni) także na lotniskach międzynarodowych: Teheran - Imam Khomeini, Teheran - Mehrabad, Sziraz, Tebriz, Meszhed. Dokumenty niezbędne do uzyskania wizy na lotnisku: paszport ważny co najmniej przez 6 miesięcy od daty przylotu do Iranu, powrotny bilet lotniczy, jedno zdjęcie paszportowe. Ze względu na brak gwarancji uzyskania wizy w tej procedurze oraz możliwe problemy na europejskich lotniskach (pasażerowie podróżujący do Iranu bez wizy mogą zostać niewpuszczeni na pokład samolotu) Ambasada RP w Teheranie odradza stosowanie tej procedury. Nie ma możliwości uzyskania wizy na lądowych i morskich przejściach granicznych”.
Pierwsze co mi przyszło do głowy po przeczytaniu tego 2 razy to: WHAT THE FUCK?! I od razu przesłałam go Marcie…Marta na to: Ok., załatwiamy w ambasadzie. No ale przecież ja wcześniej dzwoniłam do ambasady i o to pytałam. Pani mi potwierdziła wersję, że na luzie można to załatwić na lotnisku. No więc dzwonię tam po raz kolejny żeby nie było, że coś pokręciłam, dzięki Bogu Pani znów potwierdziła i zapewniła, że w jej karierze nie spotkała się z odmową na lotnisku jeśli turysta spełniał wszystkie wymagania (swoja drogą ciekawe jak długo trwa kariera tej Pani). No to mnie uspokoiło, Marta raz jeszcze zapytała, czy oby na pewno nie mam wizy Izraelskiej w paszporcie, ja znów się chwilę zastanowiłam, upewniłam, że nie mam i już. Zdjęcia musimy zrobić w 2 wersjach: jedno standardowe, a drugie w chustce na głowie co by się panowie stemplujący wizy nie zgorszyli, oj nie, nie!
Już naprawdę chce mi się jechać! Znów czuję stan „napalenia”!!! A tu jeszcze 6 tygodni!
Posprawdzałam też pogodę na listopad i lekko się zdziwiłam…
Rozumiem, że są to temperatury średnie…namieszało mi to trochę w głowie, bo w tej chwili totalnie nie wiem co spakować. Na pewno wszystko w wersji „długiej” tzn. długie spodnie, długie rękawy…no ale co do grubości, to nie mam pojęcia.
Żeby tego wszystkiego było mało, to wczoraj zrobiłam usg kolana i mam za dużo jakiegoś tam płynu, coś tam źle przy więzadle bocznym i „szkoda by było takiej ładnej nogi żeby ją kroić w przyszłości” więc żeby tego uniknąć dostałam zakaz biegania przez 2 tygodnie. „ŚWIETNIE”. A nowe buty czekają na mnie w szafie. Niech no tylko zrobi się ładniejsza pogoda…