Tydzień temu wróciłam z Izraela...podróż typowo rodzinna, bo było nas po pierwsze 11 osób, po drugie wszystko było wcześniej ładnie zaplanowane, zarezerwowane i obmyślone, po trzecie robiłam za przewodnika, pilota, tłumacza, targowacza itd :) Jednym słowem było wesoło! Jak zwykle na wyjazdach, na które jadę było mnóstwo przygód, których nie dało się w żaden sposób zaplanować:
1. Złapaliśmy gumę w samochodzie w drodze na lotnisko
2. Nie chcieli mnie wpuścić...bo miałam w paszporcie wizę z Iranu
3. Pogoda miała być piękna, a była...no cóż...średnia...
4. Kazika nie wpuścili na Wzgórze Świątynne, bo nosił ze sobą wódkę, którą kupił wcześniej w żydowskim sklepie
5. Cioteczce ukradli kiełbasę, którą zostawiliśmy przed wejściem na Wzgórze Świątynne...wielka strata!
6. Przy wyjeździe Kazik zgubił naklejkę z walizki w związku z tym raz jeszcze postanowili mnie przepytać o moją irańską wizę...
Skupiliśmy się raczej na zwiedzeniu cm po cm Jerozolimy, ale zrobiliśmy też wypad nad Morze Martwe, do Masady, Qumran, Jerycha i Betlejem. Bardzo dużo pomógł nam Mike, który był po prostu niesamowity! Człowiek o złotym sercu! Dzięki Mike za wszystko raz jeszcze!!!
Ogólnie było bardzo fajnie! Dużo się działo i mogę powiedzieć, że z zamkniętymi oczami mogę pilotować wycieczki do Jerozolimy! Obcykane mam wszystko! Począwszy od tłumaczenia się na granicy, ogarnięciu busa dla 14 osób, hotelu zamiast hostelu za 5 dolców więcej, a skończywszy na targowaniu się z 250NIS na 50NIS.
Po perypetiach na lotnisku w drodze powrotnej obiecałam sobie, że przez najbliższe 2 lata nikt mnie nie zmusi żebym przyleciała jeszcze raz...ale teraz jak oglądam zdjęcia...to brakuje mi tej dziwnej, magicznej atmosfery...więc kto wie...biletów mnóstwo w dobrych cenach ;)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz